Ostatni z naszych trzech dni w Rumunii spędziliśmy w Brașovie. Urokliwe stare centrum, skryte pomiędzy górami. Piękne kościoły, piękne stare domy, pyszne jedzenie, i znów mnóstwo zieleni gdzieś dookoła. Był może najbardziej zatłoczony, może też dlatego, że była to niedziela, ale i tak czuliśmy się w nim bardzo dobrze. Kiedy już wyszliśmy poza ścisłe centrum, odkryliśmy też ciekawe osiedla mieszkalne, spokojne ciche uliczki pełne ciekawskich kotów i pięknych drzew.
Ostatni widok, z trochę zaskakującym w tym mieście napisem, uwiecznił Marek. Jest na nim to wszystko z czym kojarzy mi się teraz Brașov – małe kolorowe domki na starym mieście, krążący pomiędzy nimi ludzie, i góry królujące nad miastem, otoczone czarnymi chmurami. Z drugiej strony tam też najbardziej zauważyliśmy kontrast pomiędzy tym, do czego przyjeżdżają turyści, a codziennym miastem wokół. Wielkie szare ulice pełne wysokich bloków, przytłaczających budynków, pustych ciemnych okien. Wszystko to tuż za ścianami kolorowego centrum.
Podsumowując
Mam wrażenie, że brakuje tu mnóstwa zdjęć. Pamiętam wiele obrazów z naszych spacerów po tych trzech miastach, a jednak brakuje ich na kliszach. Brakuje zdjęć małych sklepów jakby wyrwanych sprzed wielu lat, miłych księgarni, do których wchodziliśmy w każdym z miasteczek, i nugatu, który podjadaliśmy tam bez końca. Nie wiem czy to co pokazałam wystarcza, żeby przekonać, że Rumunia była jednym z najbardziej fascynujących miejsc, jakie odwiedziliśmy, musicie mi po prostu uwierzyć. Wrócimy na pewno. Do jeszcze mniejszych miasteczek, na wieś, jeszcze bliżej natury, do tej niesamowitej zieleni, za którą teraz tak tęsknię.
3 komentarze
Te analogowe zdjęcia nadają miejscu lekko tajemniczy charakter. A ten kot na dachu… <3 Cudny smaczek.
Może to rzeczywiście klisza, a może też trochę ta deszczowa aura i ciemne chmury,
one wg mnie też dodawały miastu tajemniczej atmosfery 🙂
wow, super te zdjęcia z Rumunii, mają klimat 😀