Budapeszt

budapeszt | na pchlim targu

Czerwiec 3, 2016

Nie wiem ile razy wspominałam o tym, jak bardzo uwielbiam pchle targi, ale pewnie dużo, prawda? Marek na szczęście podziela to uczucie, więc kiedy jedziemy do nowego miejsca, jest spora szansa, że ominiemy kilka „obowiązkowych” muzeów, a wybierzemy się na jakiś mały pchli targ. Trudno mi określić, czy mamy jakiś ulubiony, to pewnie zmieniało się w zależności od tego jakie skarby akurat znaleźliśmy, ale zdecydowanie bardziej lubię targi  gdzie dużo jest małych wystawców, którzy po prostu sprzedają to, co akurat znaleźli w szafie, a nie takich, którzy masowo sprzedają jakiś produkt. Mamy swoje ulubione flohmarkty w Berlinie, z sentymentem myślę też o loppisach w Sztokholmie, ale to targi w Budapeszcie poznaliśmy najlepiej – mieliśmy w końcu na to całkiem dużo czasu. I tak oto, w końcu kilka słów o nich:

Pchli targ PeCsa ( targ w parku Varosliget )

Nasz ulubiony, najczęściej odwiedzany. W amfiteatrze, w środku parku Varosliget. Odwiedziłam go też z Paulą, podczas pierwszej wizyty w Budapeszcie, gdzie miałyśmy w mieście tylko niecałe dwa dni – to chyba potwierdza moje umiłowanie do takich miejsc. Pamiętam, że wtedy, za pierwszym razem, znalazłam tam niesamowite stare zdjęcia pięknej pary w łódce, najpewniej nad Balatonem. Tak zresztą zostało i później, Marek odwiedzał targ w poszukiwaniu klocków Lego (których jest tam mnóstwo!), a ja w tym czasie przeglądałam dziesiątki pocztówek i starych zdjęć. Na targu jest też co tydzień pani sprzedająca całkiem tanie haftowane obrusy czy pościele (jest ich kilka, ale ta najmłodsza ma najlepsze ceny), jest też kilka stoisk z ciekawymi książkami o sztuce ludowej i typowych węgierskich wzorach. Bywały momenty, kiedy przychodziliśmy na ten targ co tydzień, kojarzyliśmy więc już większość wystawców. Większość z nich sprzedaje cały czas te same rzeczy, choć i tak lubiliśmy tam spędzać poranki, i zwykle mimo wszystko udało nam się znaleźć jakieś nowe drobiazgi.

img1370img331img332img809

Ale targi to nie tylko szperanie w starociach, to też szansa na spróbowanie typowego węgierskiego jedzenia. Na niektórych znajdziemy tłuste serowe langosze, ale na większości króluje przede wszystkim mięso –  parówki (virsli) sprzedawane zawsze w parach, albo kiełbasa (kolbász) na wagę, z obowiązkową musztardą i typowym węgierskim chlebem –  grubym, białym, bardzo puszystym. Dodatki są liczone osobno (choć kosztują grosze) ale nigdy nie widziałam, żeby ktokolwiek zamawiał kiełbasę bez nich. Oczywiście nie mogłoby też zabraknąć papryki, słoje z różnymi rodzajami zajmują prawie całą ladę przy kasie. I choć nie ma tu nic specjalnego, to zdecydowanie bardziej czułam węgierski klimat siedząc przy plastikowym stole z ceratą, niż w jakiejkolwiek eleganckiej restauracji.

img808img1369

Pchli targ Ecseri

Największy w mieście, a dokładniej „pod miastem”, przynajmniej tym, które zobaczymy w przewodnikach. Wizyta na Ecseri to trochę większa wycieczka, żeby tam dotrzeć trzeba spędzić około godziny w różnych tramwajach i autobusach. Wysiada się prawie że pośrodku niczego, na wielkiej drodze obok osiedla jednorodzinnych domów, ale nie trzeba się zbyt martwić, bo jeśli jedziemy tam w weekend, to w autobusie na pewno będzie ktoś jeszcze, kto wie gdzie wysiąść. Z jednej strony w porównaniu z miejscami typu Mauerpark w Berlinie, ten pchli targ nie wydaje się aż tak duży, ale kiedy już wgłębimy się w jego uliczki, i zobaczymy ile przedmiotów kryje się tak naprawdę w każdej budce, możnaby spędzić tam cały dzień. Jest to jednak targ trochę „trudniejszy”, bo jeśli chcemy znaleźć tam większe skarby, dobrze jest orientować się w ich cenach. Podejrzewam, że antyki, porcelana czy meble są tam oferowane (zwłaszcza turystom) w bardzo wysokich i czasem nieadekwatnych cenach. Ja kupowałam tam jedynie drobnostki – pocztówki czy znaczki, czasem też jakieś haftowane ozdoby – i tu też zwykle udało mi się utargować dobrą cenę, podobną do tej z targu w Varosliget, i zdecydowanie lepszą niż we wszystkich sklepach z pamiątkami w centrum (dla przykładu, koszt ręcznie haftowanej poszewki na poduszkę to na pchlim targu ok 30-40zł, tymczasem w sklepie jakies 100-200zł. Te z pchlich targów mają oczywiście czasem jakieś drobne wady, ale nadal uważam że są piękną ozdobą).

img275 img342img280img279img282img277img283img284img344img341img373

Pchli targ w Gozsdu Udvar

To taki targ, na którym raczej nic nas nie zaskoczy. Tych samych kilku wystawców: panowie ze znaczkami i pocztówkami (które jak widać na zdjęciu poniżej lubiłam przeglądać), stoisko ze starymi aparatami, głównie polaroidami – niestety w zawyżonych cenach, biżuteria, obrazy; czasem tylko widywaliśmy kilka dziewczyn z ciekawymi retro ubraniami, i z czasem pojawiło się też stoisko sklepu BomoArt, z pięknymi wyrobami papierniczymi. Jedna wizyta wystarczy, chociaż trafialiśmy tam częściej, bo i tak bywaliśmy w okolicy – popularny Gozsdu Udvar, czyli połączone przejścia między kamienicami to samo serce żywej 7 dzielnicy, i też oblegana aleja z mnóstwem barów i restauracji.

img958

Inne

Oczywiście te trzy miejsca to nie wszystko, choć jeśli chodzi o większe targi, to dwa pierwsze wyczerpują listę. W starociach możemy też poprzebierać weekendami w dzielnicy Újpest, nad Dunajem – choć tam nigdy nie byliśmy, czasem zdarzają się małe targi przy okazji innych wydarzeń – święta dzielnicy czy dni muzeów, do tego w różnych punktach miasta znajdziemy też stacjonarne sklepy ze starociami i antykami. Jeden z nich to Bolhapalota, w piątej dzielnicy, tam jednak nigdy nie znaleźliśmy nic ciekawego, ale za to podobał nam się Tabáni Flea Market, po stronie Budy, w dziesiątej dzielnicy, mały i niepozorny, ale z miłym właścicielem ( i jego wielkim psem).  Więcej informacji o marketach i plich targach znajdziecie też w tym artykule, jest tam też więcej zdjęć z miejsc o których tu wspominam, a w których sama nie wyjmowałam aparatu.

img011

 

You Might Also Like

9 komentarzy

  • Reply Angelika - a dreamer's life Czerwiec 7, 2016 at 2:11 pm

    Jak ja lubie takie miejscowki! Pchle targi to zdecydowanie miejsca, do ktorych chetnie zagladam podczas odwiedzania nowych miast.

    Genialny klimat zdjec! Czuje jakbym sie przeniosla w czasie…

    • Reply Ania Margoszczyn Czerwiec 14, 2016 at 9:22 pm

      Właśnie za to też uwielbiam pchle targi – nie tylko na zdjęciach wydają się jakby z innej epoki, ale też przeglądając te wszystkie stare drobiazgi możemy choć trochę przenieść się w czasie 🙂

  • Reply Smiley Project Czerwiec 20, 2016 at 7:16 am

    W Budapeszcie zakochałam się bardzo szybko – mam nadzieję tak wrócić 🙂

    • Reply Ania Margoszczyn Czerwiec 20, 2016 at 9:24 am

      Tak, całkiem łatwo jest się w nim zakochać 🙂

  • Reply The Natural Minimalism Czerwiec 20, 2016 at 12:14 pm

    Przepadłabym tam 🙂 Właśnie myśleliśmy o Budapeszcie w sierpniu. Wpisze ten targ w kalendarz 😛

    • Reply Ania Margoszczyn Czerwiec 20, 2016 at 3:06 pm

      Polecam 🙂 Warto też od razu dodać do planu baseny, bo Budapeszt w sierpniu jest bardzo gorący!

  • Reply Zastrzyk inspiracji Czerwiec 20, 2016 at 4:13 pm

    Ależ ja uwielbiam takie miejsca! Tam można poczuć prawdziwy klimat miasta 🙂

  • Reply Maja | Jusiaczki On Tour Czerwiec 21, 2016 at 7:07 am

    Świetne są takie miejsca!

  • Reply archistacja Sierpień 10, 2016 at 6:45 am

    Uwielbiam takie klimatyczne miejsca! Najbardziej lubię przeglądać stare książki i ceramikę. Zawsze uda mi się coś wyszperać 🙂

  • Leave a Reply